Słońce, codziennie fale na surfa, no stress,
Wiatr raz na małe, raz na duże latawce, Senegal, trochę palm, papaya, SUP’er kucharz, który przejmuje wszystkie fale, Mitu, Titik i małolaty i tak z dnia na dzień wstajemy i pływamy na Sal na Cabo Verde.
Największym wydarzeniem pierwszych dwóch tygodni był pobyt Daniela „Sułtana”, który był tu z nami na swoim pierwszym wyjeździe w życiu, o czym sam dokładniej napisze za kilka dni... Spędził on z nami niezapomniane chwile, podciągnął się w wysokich lotach z fal, nawiązał wiele ciekawych znajomości z ulicznymi handlarzami z Senegalu, a pierwszego dnia pstryknął jedyne 900 zdjęć, to tak dla zaakcentowania jego przeżyć i emocji.
Od 3 dni jest z nami Janek Korycki, który po śniadaniu krzyczy: fale, ja chce fale! Fale, kiedy jedziemy, dawaj fale! Jak na razie swell nam dopisuje i codziennie wchodzą fale z zachodniej strony. Z niecierpliwością czekamy na resztę osób, które się do nas wybierają, żeby stworzyć polski peak, czyli w 5-6 wyskoczyć na surfa i delikatnie „przyblokować” localesów ;P
Jak mówi Ewa brak wiadomości, to dobry znak, otóż nasza 5 miesięczna Hania ma się super w +25, bo jak można narzekać, kiedy uciekło się od -25. Hanelka dzielnie jeździ z nami po wszystkich spotach i wyboiste bezdroża Sal bardzo jej się podobają.
txt: Crazy Horse